*
Patrzyłam przez okno samochodu. Za oknem była ulewa. Pojedyncze krople deszczu ześlizgiwały się po mojej szybie. Zastanawiałam się, która pierwsza ześlizgnie się na sam dół. Obstawiłam tą, co była niżej, bo miała większe szanse. Nagle zaczęła zwalniać. 'Przyspiesz!', ponaglałam ją w myślach. Ostatecznie przegrała.Kiedy znudziło mi się kibicowanie kroplom wody, zaczęłam zwracać uwagę na otoczenie. Po raz pierwszy byłam w takim miejscu. Mama mówiła, ze to będzie słoneczne miejsce. Akurat! Lało jak z cebra! Ale nie przenosiłyśmy się tutaj bez powodów. Musiałyśmy zmienić otoczenie. To było konieczne. Prosiłam mamę, żebyśmy zamieszkały daleko od starego domu. Nie chcę, żeby cokolwiek przypominało mi o tamtych wydarzeniach. Nic, nawet klimat. Moja rodzicielka się postarała. Heath to jedna wielka dziura. Ale nie będę nic mówić, nie będę protestować. Sama sprowokowałam tą przeprowadzkę. A ona się zgodziła ze względu na moje dobro. Kocha mnie jak nikt inny. No, tylko jeszcze tata mnie tak kochał.
-Daleko jeszcze? Trochę mi niedobrze.- Mam chorobę lokomocyjną. I tak już długo wytrzymałam. Za nami już dwanaście godzin jazdy. Bardzo się oddaliłyśmy od poprzedniego miejsca zamieszkania. Mama od razu zjechała na bok. Wyszłam na zewnątrz pooddychać świeżym powietrzem. Mama nie wychodziła. Bała się, że zmoknie. Osobiście uważam, że z cukru nie jestem, przecież się nie roztopię. Lubię wodę i wszystko, co z nią związanie. Mam to we krwi. Mam to po tacie.
Mieszkając jeszcze tam, obok naszego bloku był basen. Uwielbiałam tam chodzić. Tak dużo na niego wydawałam, ze w końcu tata załatwił nam karnet. Chodziłam razem z nim. Ścigaliśmy się na różnych pasach. Raz on wygrywał, raz ja. Obydwoje dobrze pływaliśmy. Często wygrywałam zawody. Byłam najlepsza. Nawet na kajakach nikt nie był mi równy. Mama często podpowiadała mi, ze mogłabym w przyszłości zostać ratowniczką. Nikt do tego nie nadaje się równie dobrze co ja. Ale nie myślałam wtedy o tym. Uwarzałam, że jeszcze mam czas na wybór zawodu.
Umiałam już pływać, gdy miałam roczek. Wiem, to dziwne. Ale tata wiedział, że będę miała do tego talent po nim i zabierał mnie tam od małego. Szybko załapałam o co chodzi. Uwielbiałam mojego ojca. Może właśnie dlatego tak bolało, gdy od nas odszedł? Zdradził mamę z inną. On... Po prostu nas zostawił. Nie potrafię mu tego wybaczyć. On wiele dla mnie znaczył. Dla mamy pewnie jeszcze więcej. Ona kiepsko sobie z tym radzi. I to chyba był kolejny z powodów przeprowadzki.
Wsiadłam z powrotem do auta. Już mi było lepiej. Na ciele, ale nie na duszy. Ranę emocjonalną o wiele gorzej wyleczyć. Tego się nie da ot, tak. A ja byłam zraniona wiele razy. Blizny już zostaną na mnie do końca.
Usnęłam. O ile łatwiejsza rzeczywistość jest w snach? Tam nic ci nie przypomina o przeszłości. Uwielbiam ten stan. Ale mija nam bardzo szybko. Lub po prostu mija wolno, ale trudno nam to docenić, bo nie jesteśmy w stanie czuwania. W każdym bądź razie pomaga.
-Meg! Obudź się! Już jesteśmy na miejscu.- Powiedziała do mnie moja mama.
Trochę minęło, nim się wybudziłam. Chyba wstałam lewą nogą. Nie miałam humoru. Zostałam przywołana tutaj z lepszego świata. To nie było fair. Tam mi było lepiej. W jeden chwili wróciła do mnie cała bolesna przeszłość. Wszystkie sytuacje, wszystkie zdarzenia. Najboleśniejsza była strata. Strata ojca, chłopaka i przyjaciółek. Mój świat zawalił się w jednym momencie. Kawałeczek po kawałeczku. Rozwaliło się wszystko to, co długo budowałam. Teraz muszę zacząć wszystko od początku.
Wysiadłam z samochodu.
-To tu?- Zdziwiłam się. Mama kiwnęła twierdząco głową. Nie wyglądało to najlepiej. Jedyne korzyści, jakie tutaj były, to ciepły klimat, który, mam nadzieję, niedługo nastąpi. Póki co byłam cała mokra. Mama mnie przechytrzyła, bo miała na sobie płaszcz przeciwdeszczowy. Mi też chciała po drodze kupić, ale się nie zgodziłam, bo myślałam, ze nie będzie potrzebny, a nie chciałam z nim wyglądać jak pajac.
Przyjrzałam się dokładniej temu miejscu. Trochę ciężko było mu nadać nazwę miasta. To były pojedyncze, stare domki, ogrodzone drewnianymi płotami. Nie było żadnych bloków. Wiedziałam, że tam, gdzie się wybieramy, to jedna wielka dziura. Jednak się zawiodłam. Mimo wszystko liczyłam na coś więcej. A skoro to było miasto, wolałam nie wiedzieć, jak wygląda wieś.
-Gdzie nasz dom?- Zapytałam. Miałam nadzieję, że żaden z tych. Gdzieś na pewno będą ładniejsze i nowsze. Wiem, zasłużyłam sobie na takie warunki, no ale bez przesady! Chciałabym zatrzymać trochę godności. Na coś takiego nie pozwalała moja duma.
-Od teraz mieszkamy pod numerem 68 a. Szybko, pomóż mi to znaleźć, zanim zmokniemy do suchej nitki! no, przynajmniej ty, bo ja mam płaszcz. Jednak jest bardzo zimno i chciałabym wejść już do domu.
Zaczęłam się wałęsać po okolicy. Ile to było? 67, 68, czy 69? A, b, czy c? Już zapomniałam, a mamy nie było w pobliżu, żeby zapytać. Rozpadało się jeszcze mocniej. Może lubiłam wodę, ale ogromne krople deszczu uderzały o moją skórę powodując jej lekkie szczypanie. Już to się stało uciążliwe.
Nasz numer to sześćdziesiąt coś. Weszłam w zaułek. Ah! to tutaj były te numery. Nic dziwnego, ze mamie trudno było to znaleźć. Ciężko było zauważyć tę dróżkę, bo krzewopłot był niezadbany. Nawet atmosfera nie sprzyja. Wszędzie rozlega się mgła. To było dziwne, zwróciwszy uwagę na porę dnia i fakt, ze padał deszcz. Aż bałam się, co spotkam w domu. W jakim on będzie stanie, skoro samo otoczenie nie najlepsze. Zawróciłam, żeby zawołać mamę.
Na niezadbanym, starym 'asfalcie', jeżeli tak to można nazwać, było wiele zakrętów. Nie było wiadomo, co za nimi, bo wszystkie posiadłości były mocno zaniedbane. Domy rozwalone, drzewa zarośnięte. Trudno było zobaczyć coś poza ogromnymi dębami zasłaniający cały widok za nimi.
Gdzie mama się mogła podziać? Skręciłam w lewo. Jeżeli to jest miasteczko, zdziwiłam się, że nie jeżdżą tu żadne samochody. Czy ktoś w ogóle tu żyje? Chwilami zaczynałam w to wątpić.
Nigdzie nie mogłam znaleźć mamy. 'Zgubiłam ją!' Przeszło mi przez myśl. Przeszedł mnie dreszcz. Deszcz przestał padać. To okropne miejsce chyba lubi, gdy ktoś się boi. Szłam krok po kroku jak zmokła kura. Lubię wodę, ale to już przesada. Mokre ubranie zaczynało mnie swędzieć. Byłam tu po raz pierwszy sama. Okropnie się bałam. Na ułamek sekundy strach sparaliżował mnie całą od stóp w górę. bałam się wykonać choćby najmniejszy ruch. Żyłam świadomością, ze jeśli się ruszę, zaraz krzyknę.
Powoli strach zaczął opuszczać moje ciało. Zastąpiła go adrenalina. Wiedziałam, ze jeżeli tu zostanę, na pewno nie odnajdę mamy. Mgła powoli zaczęła opuszczać to miejsce. Ucieszyłam się. W jakimś sensie to na pewno pomoże. Stanęłam w miejscu, by zastanowić się, gdzie mogła pójść.
Wtem para wodna opuściła na amen Heath. Bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam stojącą na środku ulicy małą dziewczynę, która patrzyła wprost... Na mnie! Przyjrzałam się jej uważnie. Długie do pasa, czarne włosy. Biała, przybrudzona koszula nocna. Była bardzo malutka, wyglądała na zaledwie cztery latka! Patrzyłam na nią zahipnotyzowana.
-Jesteś tu nowa.- Powiedziała dziewczynka swoim dziecinnym głosikiem, który pomimo barwy brzmiał dość dorośle. Widocznie w takim miejscu jak to wszyscy się dobrze znają.- Co tutaj robisz?- Na gładkiej twarzy małej pojawił się grymas.- Nie powinnaś tu być! On cię tu sprowadził, prawda?
Może i była malutka, ale ta sytuacja zaczęła mnie przerażać. O co jej mogło chodzić? Mamo! Ja chcę do mamy!
-Stąd nie ma ucieczki.- Dodała smutnym głosikiem.- Ale ty jeszcze masz na to czas! Uciekaj stąd!
Zrobiłam na nią wielkie oczy? Ona jest nawiedzona? Ma dopiero cztery latka! I tak mądry ton głosu. Ale nie podobała mi się ta sytuacja. Coraz bardziej czułam się dziwnie. Nagle doszło do mnie, ze mała od początku patrzy tylko na mnie. Jeszcze ani razu nie spuściła ze mnie wzroku! Strach ponownie mnie opętał. Owiązał moje ręce i nogi nie pozwalając na żaden krok.
Mała westchnęła.
-Tam jest twoja mama!- Wskazała palcem w lewo, wciąż nie spuszczając mnie z oczu. Przechyliłam głowę, żeby sprawdzić, czy mówiła prawdę. Ujrzałam przerażone oczy matki.
-Oh! Tutaj jesteś! Wszędzie cię szukałam i nie mogłam znaleźć. Ale już jesteś. Nadal nie wiem gdzie jest nasz dom.
-A ja wiem, zaraz tam pójdziemy, ale najpierw odprowadźmy tę małą dziewczynę do rodziców.- Zakomunikowałam.
-Ale tu nie ma żadnej dziewczynki.- Powiedziała zmieszanym głosem mama.
Spojrzałam na środek ulicy. Nikogo tam nie było.