Kiedy znalazłam z mamą nasz dom, byłam okropnie zawiedziona. Wszystkie budynki były bardzo zaniedbane. Jednak sam widok naszej rudery mówił, ze od dawna nikt tam nie mieszkał. Po raz pierwszy zatęskniłam za moim dawnym domem. Do tego nawet się nie chciało wchodzić.
Całe podwórko zarośnięte było wszelkimi rodzajami chwastów. Zaczęłam oceniać, którą trasę wybrać, żeby poparzyło mnie jak najmniej pokrzyw. Patrząc na rozwalony dach, na którym brakowało wielu dachówek, modliłam się, żeby pomimo niedawnej ulewy, w domu było sucho.
Przechodząc między roślinami sięgającym mi do pleców, błagałam Boga, żeby ta udręka skończyła się jak najprędzej. Żałowałam moich krótkich spodenek, które założyłam oczekując słonecznej pogody. Teraz szczypały mnie nogi, czułam, że mam je poparzone. Niemiłosierny ból czułam również na rękach od palców aż po łokcie od odgarniania sobie przejścia. Nie musiałam sprawdzać, żeby wiedzieć, że moje kończyny są całe pokryte w bąblach.
Kiedy doszłam wreszcie na werandę, poruszałam się bardzo ostrożnie. Bałam się, ze ta stara drewniana konstrukcja zawali się pod choćby najmniejszym nieostrożnym ruchem. Deski skrzypiały po każdym moim kroku. Zachciało mi się płakać. Gdybym wtedy nie zawaliła pewnych spraw, nie musiałabym teraz przechodzić katuszy. Na nic lepszego nie było nas stać. Kiedy mama pospłacała długi pieniędzmi, które dostałyśmy za sprzedany dom, zostało niewiele. Tylko na to było nas stać. W głębi duszy miałam nadzieję, ze zostało chociaż trochę na zrobienie małego remontu.
Słyszałam za sobą pojękiwania mojej mamy. Ona jeszcze nie przeszła toru z pokrzywami. Biedna, musiała się tu czuć o wiele gorzej niż ja. Cóż. Nikogo życie nie rozpieszcza.
Sięgnęłam delikatnie klamki. Jak najostrożniej nacisnęłam ją, lecz drzwi nie ustąpiły. Mama pewnie miała klucz. Spojrzałam na moje obolałe ręce i nogi. Od razu wiedziałam, że nie chcę drugi raz wracać do samochodu po bagaże przez te okropne chwasty. Patrząc na tę ruderę wiedziałam, że nie mogę liczyć na kosiarkę. Dom ten wyglądał, jakby został wybudowany w co najwyżej tysiąc osiemsetnym roku. Czy mogło by tu być jakiekolwiek urządzenie elektroniczne? Z resztą przekonam się potem.
Mama wreszcie doszła do mnie na werandę. Stąpała powolutku, jak gdyby miała tą samą obawę co ja wcześniej. Wsunęła klucz do dziurki i przekręciła. Jednak nie dała rady sama otworzyć drzwi. Były bardzo ciężkie. Ustąpiły, kiedy pchnęłyśmy je razem z całych sił. Trzeba będzie je naoliwić. Z każdą chwilą coraz bardziej zniechęcałam się do tego okropnego miejsca. Mam nadzieję, że znajdę chociaż jakąś przyjaciółkę, żeby mi przymiliła mieszkanie w Heath.
Weszłyśmy do nowego/ starego (odpowiednie wybrać), nadpróchniałego domu. Wezbrało mi się na wymioty. Czułam smród, jakby jakiejś padliny. Niczym cmentarzysko zwierząt. Miałam wrażenie, jakby kiedyś zdechł tu pies. Mój nos z każdą sekundą buntował się coraz bardziej. Nawet przez rękaw czuć było ten okropny odór. Z każdym krokiem w głąb budynku był coraz bardziej wyczuwalny. Dobrze, że dawno nic nie jadłam, bo przypuszczalnie już bym to zwymiotowała.
Trudno opisać to, co zobaczyłam w środku. Ściany, sufit, podłogi, meble, dosłownie wszystko zostało wykonane z drewna. A to drewno zaczęło się już psuć. Obrzydzenie zebrało się we mnie gwałtownie. Ja mam tu mieszkać? Ja!? Chcę już wrócić do domu. Tego starego domu. Nawet nie chcę wiedzieć, jak wygląda mój pokój. Jednego jestem pewna. Chociażbym się bardzo starała, tego się nie da remontować. Jakiś amator pewnie to budował. Nawet podłoga jest krzywa. Stopnie są albo dziurawe, albo nie ma ich wcale. Naszła mnie myśl, ze już wolę spać w lesie, niż w tym ohydnym domu. I postanowiłam zrealizować tę myśl.
-Mamo! Za jakie grzechy? Czemu tutaj!? Ja tu nie będę mieszkać!- Zbuntowałam się. Nagle przestało mnie wszystko obchodzić. Nasze problemy, brak finansów na lepszy dom, czy nawet choroba. Liczyło się to, jak bardzo mnie teraz pokrzywdziła. Nie mam zamiaru tu mieszkać.
-Trzeba było pomyśleć zanim tak narozrabiałaś! Przeprowadziłyśmy się tutaj głównie z twojego powodu! teraz będziesz musiała to przecierpieć!
-Moja wina? Moja wina!? A kto rozwiódł się z tatą i nie mógł o nim zapomnieć? Kto mu nie dał szansy po przyłapaniu go na zdradzie?- Nie wiem, co mnie opętało. Ale nie mogę już dużej tego w sobie trzymać. Muszę to w końcu z siebie wyrzucić. Mama rozpłakała się. Poczułam się jak potwór.
-Lepiej pomyśl o swoich błędach! Przecież ja nie kazałam ci tamtych rzeczy robić! Ty zachowałaś się jak nieczuła suka!- Pierwszy raz usłyszałam to słowo z jej ust opisujące mnie. Jak mogła!?
-Przepraszam, ze żyję. Więcej to się nie powtórzy.- Rzuciłam i wybiegłam z domu. Miałam gdzieś, że pędzę wśród pokrzyw, miałam gdzieś, że pieką mnie nogi i ręce, miałam gdzieś, że matka błagała, żebym zawróciła. Mówiła, że nawet nie znam okolicy. Ale ona wie, że tej nocy nie wrócę. Nie uciekam pierwszy raz. Ale po raz pierwszy nie mam do kogo iść. Cóż, nie mam zamiaru tu wracać, nie dziś. Coś poradzę.
Biegłam przed siebie, a w oczach miałam łzy. Jak ona mogła? Wiem, zrobiłam głupotę. Ale starałam się ją naprawić. A moja własna, rodzona matka nazwała mnie suką. Rozpadał się deszcz. Gdzie spędzę tą noc? Muszę coś znaleźć. Nie pójdę przecież do sąsiadów, bo nie chcę, aby tak zaczęła się nasza znajomość. Znajdę jakieś miejsce. Ale pada! Hm... w miarę sucho będzie pod drzewem. Muszę znaleźć las. Tak, tę noc zdecydowanie spędzę w lesie.
Biegłam przed siebie. W końcu opadłam z sił i po prostu szłam. Deszcz rozszalał się jeszcze bardziej. Mama się pewnie martwi. I dobrze! Mam nadzieję, ze się martwi. Przemyśli swoje słowa i czyny. Dobrze jej tak. Ale... Jestem okropną córką. Jak mogłam!? To ja zaczęłam ta rozmowę. po moich policzkach łzy zaczęły mieszać się z kroplami deszczu. Zziębnięta, głodna, zmęczona i przemoczona do suchej nitki znalazłam w końcu las.
Liściaste drzewa. W zasadzie, to ogromne dęby. Zasłaniały swoimi konarami całe niebo. Więc pod nimi było sucho. Jednak gdy usiadłam pod jednym drzewem, dotarło do mnie, że bardzo mało światła tu dochodzi. Wszystko pochłaniają liście. Ale już nie miałam siły, żeby szukać innego miejsca. Było mi okropnie zimno.
-Czemu tu leżysz!?- Usłyszałam za sobą cieniutki i piskliwy głosik. Wystraszona obróciłam się. To ta dziewczynka! Mała, na oko pięć lat, czarne, długie włosy, biała sukienka.
-Uciekłam z domu. Zaraz, zaraz, co TY tu robisz?! Śledzisz mnie?- Zapytałam. Wszystko mieszało mi się w głowie.
-Ja... ja jestem wszędzie i nigdzie.- Ta mała używała mądrych słów jak na swój wiek. Bardzo mnie to zdziwiło, ale nie potrafiłam jej zrozumieć.
-Ale jak? Jak tak można? Nie rozumiem... W ogóle ile ty masz lat? Pięć? Ja tu zostanę, a ty idź do domu, bo pewnie twoja mama się o ciebie martwi...- Od razu pożałowałam swoich słów. Jakaś malutka dziewczynka po raz drugi w tym samym dniu na mnie wpadła, nic o niej nie wiem. Mówi, że jest wszędzie i nigdzie, pada deszcz, a ona jest sucha. Pałęta się po okolicy, nawet nie wiem, czy jej rodzice żyją. Zaraz, zaraz... Przecież ja w ogóle nie wiem, czy ona żyje! Wygląda jak... duch!
-Pytasz mnie o wiek? Już setka dochodzi. ON sprawił, że utkwiłam na zawsze w ciele małej dziewczynki. w zasadzie nie, tego nie można nazwać ciałem.
Teraz nie rozumiem już nic. Jej odpowiedz zbiła mnie z tropu.
-Kim jest ten tajemniczy ON i gdzie on jest?- Zapytałam zdezorientowana. Czy ona ma sto lat? Byłam bardzo zdumiona.
-Jeszcze GO nie znasz?- Zdziwiła się mała.- Ah, no tak, to logiczne. Jest deszcz, a on musi unikać deszczu. Dostałam olśnienia! To nie ON cię tu przysłał! ON się ciebie boi. Widocznie musiał cię ktoś tu wysłać z góry! Nareszcie przyszło wybawienie!- Cieszyła się dziewczynka. Strasznie mieszała już nie rozumiałam, o co jej chodzi.
-Hej! Przystopuj trochę! Może mi wytłumaczysz, co tu się dzieje?- Zdenerwowałam się trochę. Miałam już dosyć tej niewiedzy. Dziewczynka popatrzyła na mnie trochę zezłoszczona.
-No ale jak to możesz nie wiedzieć?! Eh, no dobrze. Nie czułaś się kiedyś... Lepsza? Lepsza od innych?- Zapytała patrząc na mnie wnikliwym wzrokiem. Ja szczerze nigdy nie czułam się lepsza, a wręcz gorsza. Jak jakiś wyrzutek. Byłam ofiarą losu. Raz udało mi się zdobyć przyjaciółkę. Szczęście mi dopisywało, miałam nawet chłopaka. A potem wszystko zepsułam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Czułam się jeszcze gorsza. Najlepsza czułam się tylko momentami. Tylko na basenie. Zaraz, najlepsza jestem w kontakcie z wodą! Najlepiej robię wszystko, co jest z nią związane. zaczyna mi coś świtać.
-Ja czułam się najlepsza tylko wtedy, gdy wygrywałam wyścigi w wodzie.- To było bardzo dziwne uczucie, że musiałam komuś dawać fory, aby mógł ze mną wygrać. Szczególnie mojemu tacie, który i tak był szybki.
-No właśnie! Widzisz, panujesz nad wodą. Może nie próbowałaś, ale mogłabyś oddychać pod wodą. Możesz wiele. Ale ON też wiele potrafi. Jego jedyny słaby punkt to nietolerancja na wodę. On od niej umiera. Ponieważ woda jest dobra, woda daje życie. Ale on jest zły, on zabiera dobrą wolę, pastwi się i karmi naszą niedolą. Tylko ty możesz go powstrzymać. Ale to miejsce ci w tym nie pomoże. Tutaj pada tylko jeden miesiąc. Potem nadchodzi okres suszy, czas, w którym o wodzie można pomarzyć. Czas, w którym ON powraca, aby znów żywić się naszym strachem, naszymi duszami. a ty ciesz się wodą póki jest i zbieraj siły. Zapanuj nad cieczą. musisz z nim wygrać. Jesteś jedyną nadzieją mieszkańców Heath. Uciekaj stąd przed NIM, albo podejmij walkę.
Wszystko jest takie pomieszane! Ja już nic nie rozumiem... Zaczęła mnie boleć głowa, więc złapałam ją w dłonie. Przetarłam moje zmęczone oczy, a gdy je otwarłam, jej już nie było. Zaczęłam się wszędzie się rozglądać. Potwierdziłam swoje przypuszczenia. Dziewczynki tu nie ma. Ona mi się tylko przyśniła. Znużona usnęłam ponownie utulona delikatnymi kroplami deszczu.
środa, 9 lipca 2014
piątek, 30 maja 2014
Rozdział 1
Na razie to nie jest zbyt straszne, dopiero się rozkręcam. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.
Kiedy znudziło mi się kibicowanie kroplom wody, zaczęłam zwracać uwagę na otoczenie. Po raz pierwszy byłam w takim miejscu. Mama mówiła, ze to będzie słoneczne miejsce. Akurat! Lało jak z cebra! Ale nie przenosiłyśmy się tutaj bez powodów. Musiałyśmy zmienić otoczenie. To było konieczne. Prosiłam mamę, żebyśmy zamieszkały daleko od starego domu. Nie chcę, żeby cokolwiek przypominało mi o tamtych wydarzeniach. Nic, nawet klimat. Moja rodzicielka się postarała. Heath to jedna wielka dziura. Ale nie będę nic mówić, nie będę protestować. Sama sprowokowałam tą przeprowadzkę. A ona się zgodziła ze względu na moje dobro. Kocha mnie jak nikt inny. No, tylko jeszcze tata mnie tak kochał.
-Daleko jeszcze? Trochę mi niedobrze.- Mam chorobę lokomocyjną. I tak już długo wytrzymałam. Za nami już dwanaście godzin jazdy. Bardzo się oddaliłyśmy od poprzedniego miejsca zamieszkania. Mama od razu zjechała na bok. Wyszłam na zewnątrz pooddychać świeżym powietrzem. Mama nie wychodziła. Bała się, że zmoknie. Osobiście uważam, że z cukru nie jestem, przecież się nie roztopię. Lubię wodę i wszystko, co z nią związanie. Mam to we krwi. Mam to po tacie.
Mieszkając jeszcze tam, obok naszego bloku był basen. Uwielbiałam tam chodzić. Tak dużo na niego wydawałam, ze w końcu tata załatwił nam karnet. Chodziłam razem z nim. Ścigaliśmy się na różnych pasach. Raz on wygrywał, raz ja. Obydwoje dobrze pływaliśmy. Często wygrywałam zawody. Byłam najlepsza. Nawet na kajakach nikt nie był mi równy. Mama często podpowiadała mi, ze mogłabym w przyszłości zostać ratowniczką. Nikt do tego nie nadaje się równie dobrze co ja. Ale nie myślałam wtedy o tym. Uwarzałam, że jeszcze mam czas na wybór zawodu.
Umiałam już pływać, gdy miałam roczek. Wiem, to dziwne. Ale tata wiedział, że będę miała do tego talent po nim i zabierał mnie tam od małego. Szybko załapałam o co chodzi. Uwielbiałam mojego ojca. Może właśnie dlatego tak bolało, gdy od nas odszedł? Zdradził mamę z inną. On... Po prostu nas zostawił. Nie potrafię mu tego wybaczyć. On wiele dla mnie znaczył. Dla mamy pewnie jeszcze więcej. Ona kiepsko sobie z tym radzi. I to chyba był kolejny z powodów przeprowadzki.
Wsiadłam z powrotem do auta. Już mi było lepiej. Na ciele, ale nie na duszy. Ranę emocjonalną o wiele gorzej wyleczyć. Tego się nie da ot, tak. A ja byłam zraniona wiele razy. Blizny już zostaną na mnie do końca.
Usnęłam. O ile łatwiejsza rzeczywistość jest w snach? Tam nic ci nie przypomina o przeszłości. Uwielbiam ten stan. Ale mija nam bardzo szybko. Lub po prostu mija wolno, ale trudno nam to docenić, bo nie jesteśmy w stanie czuwania. W każdym bądź razie pomaga.
-Meg! Obudź się! Już jesteśmy na miejscu.- Powiedziała do mnie moja mama.
Trochę minęło, nim się wybudziłam. Chyba wstałam lewą nogą. Nie miałam humoru. Zostałam przywołana tutaj z lepszego świata. To nie było fair. Tam mi było lepiej. W jeden chwili wróciła do mnie cała bolesna przeszłość. Wszystkie sytuacje, wszystkie zdarzenia. Najboleśniejsza była strata. Strata ojca, chłopaka i przyjaciółek. Mój świat zawalił się w jednym momencie. Kawałeczek po kawałeczku. Rozwaliło się wszystko to, co długo budowałam. Teraz muszę zacząć wszystko od początku.
Wysiadłam z samochodu.
-To tu?- Zdziwiłam się. Mama kiwnęła twierdząco głową. Nie wyglądało to najlepiej. Jedyne korzyści, jakie tutaj były, to ciepły klimat, który, mam nadzieję, niedługo nastąpi. Póki co byłam cała mokra. Mama mnie przechytrzyła, bo miała na sobie płaszcz przeciwdeszczowy. Mi też chciała po drodze kupić, ale się nie zgodziłam, bo myślałam, ze nie będzie potrzebny, a nie chciałam z nim wyglądać jak pajac.
Przyjrzałam się dokładniej temu miejscu. Trochę ciężko było mu nadać nazwę miasta. To były pojedyncze, stare domki, ogrodzone drewnianymi płotami. Nie było żadnych bloków. Wiedziałam, że tam, gdzie się wybieramy, to jedna wielka dziura. Jednak się zawiodłam. Mimo wszystko liczyłam na coś więcej. A skoro to było miasto, wolałam nie wiedzieć, jak wygląda wieś.
-Gdzie nasz dom?- Zapytałam. Miałam nadzieję, że żaden z tych. Gdzieś na pewno będą ładniejsze i nowsze. Wiem, zasłużyłam sobie na takie warunki, no ale bez przesady! Chciałabym zatrzymać trochę godności. Na coś takiego nie pozwalała moja duma.
-Od teraz mieszkamy pod numerem 68 a. Szybko, pomóż mi to znaleźć, zanim zmokniemy do suchej nitki! no, przynajmniej ty, bo ja mam płaszcz. Jednak jest bardzo zimno i chciałabym wejść już do domu.
Zaczęłam się wałęsać po okolicy. Ile to było? 67, 68, czy 69? A, b, czy c? Już zapomniałam, a mamy nie było w pobliżu, żeby zapytać. Rozpadało się jeszcze mocniej. Może lubiłam wodę, ale ogromne krople deszczu uderzały o moją skórę powodując jej lekkie szczypanie. Już to się stało uciążliwe.
Nasz numer to sześćdziesiąt coś. Weszłam w zaułek. Ah! to tutaj były te numery. Nic dziwnego, ze mamie trudno było to znaleźć. Ciężko było zauważyć tę dróżkę, bo krzewopłot był niezadbany. Nawet atmosfera nie sprzyja. Wszędzie rozlega się mgła. To było dziwne, zwróciwszy uwagę na porę dnia i fakt, ze padał deszcz. Aż bałam się, co spotkam w domu. W jakim on będzie stanie, skoro samo otoczenie nie najlepsze. Zawróciłam, żeby zawołać mamę.
Na niezadbanym, starym 'asfalcie', jeżeli tak to można nazwać, było wiele zakrętów. Nie było wiadomo, co za nimi, bo wszystkie posiadłości były mocno zaniedbane. Domy rozwalone, drzewa zarośnięte. Trudno było zobaczyć coś poza ogromnymi dębami zasłaniający cały widok za nimi.
Gdzie mama się mogła podziać? Skręciłam w lewo. Jeżeli to jest miasteczko, zdziwiłam się, że nie jeżdżą tu żadne samochody. Czy ktoś w ogóle tu żyje? Chwilami zaczynałam w to wątpić.
Nigdzie nie mogłam znaleźć mamy. 'Zgubiłam ją!' Przeszło mi przez myśl. Przeszedł mnie dreszcz. Deszcz przestał padać. To okropne miejsce chyba lubi, gdy ktoś się boi. Szłam krok po kroku jak zmokła kura. Lubię wodę, ale to już przesada. Mokre ubranie zaczynało mnie swędzieć. Byłam tu po raz pierwszy sama. Okropnie się bałam. Na ułamek sekundy strach sparaliżował mnie całą od stóp w górę. bałam się wykonać choćby najmniejszy ruch. Żyłam świadomością, ze jeśli się ruszę, zaraz krzyknę.
Powoli strach zaczął opuszczać moje ciało. Zastąpiła go adrenalina. Wiedziałam, ze jeżeli tu zostanę, na pewno nie odnajdę mamy. Mgła powoli zaczęła opuszczać to miejsce. Ucieszyłam się. W jakimś sensie to na pewno pomoże. Stanęłam w miejscu, by zastanowić się, gdzie mogła pójść.
Wtem para wodna opuściła na amen Heath. Bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam stojącą na środku ulicy małą dziewczynę, która patrzyła wprost... Na mnie! Przyjrzałam się jej uważnie. Długie do pasa, czarne włosy. Biała, przybrudzona koszula nocna. Była bardzo malutka, wyglądała na zaledwie cztery latka! Patrzyłam na nią zahipnotyzowana.
-Jesteś tu nowa.- Powiedziała dziewczynka swoim dziecinnym głosikiem, który pomimo barwy brzmiał dość dorośle. Widocznie w takim miejscu jak to wszyscy się dobrze znają.- Co tutaj robisz?- Na gładkiej twarzy małej pojawił się grymas.- Nie powinnaś tu być! On cię tu sprowadził, prawda?
Może i była malutka, ale ta sytuacja zaczęła mnie przerażać. O co jej mogło chodzić? Mamo! Ja chcę do mamy!
-Stąd nie ma ucieczki.- Dodała smutnym głosikiem.- Ale ty jeszcze masz na to czas! Uciekaj stąd!
Zrobiłam na nią wielkie oczy? Ona jest nawiedzona? Ma dopiero cztery latka! I tak mądry ton głosu. Ale nie podobała mi się ta sytuacja. Coraz bardziej czułam się dziwnie. Nagle doszło do mnie, ze mała od początku patrzy tylko na mnie. Jeszcze ani razu nie spuściła ze mnie wzroku! Strach ponownie mnie opętał. Owiązał moje ręce i nogi nie pozwalając na żaden krok.
Mała westchnęła.
-Tam jest twoja mama!- Wskazała palcem w lewo, wciąż nie spuszczając mnie z oczu. Przechyliłam głowę, żeby sprawdzić, czy mówiła prawdę. Ujrzałam przerażone oczy matki.
-Oh! Tutaj jesteś! Wszędzie cię szukałam i nie mogłam znaleźć. Ale już jesteś. Nadal nie wiem gdzie jest nasz dom.
-A ja wiem, zaraz tam pójdziemy, ale najpierw odprowadźmy tę małą dziewczynę do rodziców.- Zakomunikowałam.
-Ale tu nie ma żadnej dziewczynki.- Powiedziała zmieszanym głosem mama.
Spojrzałam na środek ulicy. Nikogo tam nie było.
*
Patrzyłam przez okno samochodu. Za oknem była ulewa. Pojedyncze krople deszczu ześlizgiwały się po mojej szybie. Zastanawiałam się, która pierwsza ześlizgnie się na sam dół. Obstawiłam tą, co była niżej, bo miała większe szanse. Nagle zaczęła zwalniać. 'Przyspiesz!', ponaglałam ją w myślach. Ostatecznie przegrała.Kiedy znudziło mi się kibicowanie kroplom wody, zaczęłam zwracać uwagę na otoczenie. Po raz pierwszy byłam w takim miejscu. Mama mówiła, ze to będzie słoneczne miejsce. Akurat! Lało jak z cebra! Ale nie przenosiłyśmy się tutaj bez powodów. Musiałyśmy zmienić otoczenie. To było konieczne. Prosiłam mamę, żebyśmy zamieszkały daleko od starego domu. Nie chcę, żeby cokolwiek przypominało mi o tamtych wydarzeniach. Nic, nawet klimat. Moja rodzicielka się postarała. Heath to jedna wielka dziura. Ale nie będę nic mówić, nie będę protestować. Sama sprowokowałam tą przeprowadzkę. A ona się zgodziła ze względu na moje dobro. Kocha mnie jak nikt inny. No, tylko jeszcze tata mnie tak kochał.
-Daleko jeszcze? Trochę mi niedobrze.- Mam chorobę lokomocyjną. I tak już długo wytrzymałam. Za nami już dwanaście godzin jazdy. Bardzo się oddaliłyśmy od poprzedniego miejsca zamieszkania. Mama od razu zjechała na bok. Wyszłam na zewnątrz pooddychać świeżym powietrzem. Mama nie wychodziła. Bała się, że zmoknie. Osobiście uważam, że z cukru nie jestem, przecież się nie roztopię. Lubię wodę i wszystko, co z nią związanie. Mam to we krwi. Mam to po tacie.
Mieszkając jeszcze tam, obok naszego bloku był basen. Uwielbiałam tam chodzić. Tak dużo na niego wydawałam, ze w końcu tata załatwił nam karnet. Chodziłam razem z nim. Ścigaliśmy się na różnych pasach. Raz on wygrywał, raz ja. Obydwoje dobrze pływaliśmy. Często wygrywałam zawody. Byłam najlepsza. Nawet na kajakach nikt nie był mi równy. Mama często podpowiadała mi, ze mogłabym w przyszłości zostać ratowniczką. Nikt do tego nie nadaje się równie dobrze co ja. Ale nie myślałam wtedy o tym. Uwarzałam, że jeszcze mam czas na wybór zawodu.
Umiałam już pływać, gdy miałam roczek. Wiem, to dziwne. Ale tata wiedział, że będę miała do tego talent po nim i zabierał mnie tam od małego. Szybko załapałam o co chodzi. Uwielbiałam mojego ojca. Może właśnie dlatego tak bolało, gdy od nas odszedł? Zdradził mamę z inną. On... Po prostu nas zostawił. Nie potrafię mu tego wybaczyć. On wiele dla mnie znaczył. Dla mamy pewnie jeszcze więcej. Ona kiepsko sobie z tym radzi. I to chyba był kolejny z powodów przeprowadzki.
Wsiadłam z powrotem do auta. Już mi było lepiej. Na ciele, ale nie na duszy. Ranę emocjonalną o wiele gorzej wyleczyć. Tego się nie da ot, tak. A ja byłam zraniona wiele razy. Blizny już zostaną na mnie do końca.
Usnęłam. O ile łatwiejsza rzeczywistość jest w snach? Tam nic ci nie przypomina o przeszłości. Uwielbiam ten stan. Ale mija nam bardzo szybko. Lub po prostu mija wolno, ale trudno nam to docenić, bo nie jesteśmy w stanie czuwania. W każdym bądź razie pomaga.
-Meg! Obudź się! Już jesteśmy na miejscu.- Powiedziała do mnie moja mama.
Trochę minęło, nim się wybudziłam. Chyba wstałam lewą nogą. Nie miałam humoru. Zostałam przywołana tutaj z lepszego świata. To nie było fair. Tam mi było lepiej. W jeden chwili wróciła do mnie cała bolesna przeszłość. Wszystkie sytuacje, wszystkie zdarzenia. Najboleśniejsza była strata. Strata ojca, chłopaka i przyjaciółek. Mój świat zawalił się w jednym momencie. Kawałeczek po kawałeczku. Rozwaliło się wszystko to, co długo budowałam. Teraz muszę zacząć wszystko od początku.
Wysiadłam z samochodu.
-To tu?- Zdziwiłam się. Mama kiwnęła twierdząco głową. Nie wyglądało to najlepiej. Jedyne korzyści, jakie tutaj były, to ciepły klimat, który, mam nadzieję, niedługo nastąpi. Póki co byłam cała mokra. Mama mnie przechytrzyła, bo miała na sobie płaszcz przeciwdeszczowy. Mi też chciała po drodze kupić, ale się nie zgodziłam, bo myślałam, ze nie będzie potrzebny, a nie chciałam z nim wyglądać jak pajac.
Przyjrzałam się dokładniej temu miejscu. Trochę ciężko było mu nadać nazwę miasta. To były pojedyncze, stare domki, ogrodzone drewnianymi płotami. Nie było żadnych bloków. Wiedziałam, że tam, gdzie się wybieramy, to jedna wielka dziura. Jednak się zawiodłam. Mimo wszystko liczyłam na coś więcej. A skoro to było miasto, wolałam nie wiedzieć, jak wygląda wieś.
-Gdzie nasz dom?- Zapytałam. Miałam nadzieję, że żaden z tych. Gdzieś na pewno będą ładniejsze i nowsze. Wiem, zasłużyłam sobie na takie warunki, no ale bez przesady! Chciałabym zatrzymać trochę godności. Na coś takiego nie pozwalała moja duma.
-Od teraz mieszkamy pod numerem 68 a. Szybko, pomóż mi to znaleźć, zanim zmokniemy do suchej nitki! no, przynajmniej ty, bo ja mam płaszcz. Jednak jest bardzo zimno i chciałabym wejść już do domu.
Zaczęłam się wałęsać po okolicy. Ile to było? 67, 68, czy 69? A, b, czy c? Już zapomniałam, a mamy nie było w pobliżu, żeby zapytać. Rozpadało się jeszcze mocniej. Może lubiłam wodę, ale ogromne krople deszczu uderzały o moją skórę powodując jej lekkie szczypanie. Już to się stało uciążliwe.
Nasz numer to sześćdziesiąt coś. Weszłam w zaułek. Ah! to tutaj były te numery. Nic dziwnego, ze mamie trudno było to znaleźć. Ciężko było zauważyć tę dróżkę, bo krzewopłot był niezadbany. Nawet atmosfera nie sprzyja. Wszędzie rozlega się mgła. To było dziwne, zwróciwszy uwagę na porę dnia i fakt, ze padał deszcz. Aż bałam się, co spotkam w domu. W jakim on będzie stanie, skoro samo otoczenie nie najlepsze. Zawróciłam, żeby zawołać mamę.
Na niezadbanym, starym 'asfalcie', jeżeli tak to można nazwać, było wiele zakrętów. Nie było wiadomo, co za nimi, bo wszystkie posiadłości były mocno zaniedbane. Domy rozwalone, drzewa zarośnięte. Trudno było zobaczyć coś poza ogromnymi dębami zasłaniający cały widok za nimi.
Gdzie mama się mogła podziać? Skręciłam w lewo. Jeżeli to jest miasteczko, zdziwiłam się, że nie jeżdżą tu żadne samochody. Czy ktoś w ogóle tu żyje? Chwilami zaczynałam w to wątpić.
Nigdzie nie mogłam znaleźć mamy. 'Zgubiłam ją!' Przeszło mi przez myśl. Przeszedł mnie dreszcz. Deszcz przestał padać. To okropne miejsce chyba lubi, gdy ktoś się boi. Szłam krok po kroku jak zmokła kura. Lubię wodę, ale to już przesada. Mokre ubranie zaczynało mnie swędzieć. Byłam tu po raz pierwszy sama. Okropnie się bałam. Na ułamek sekundy strach sparaliżował mnie całą od stóp w górę. bałam się wykonać choćby najmniejszy ruch. Żyłam świadomością, ze jeśli się ruszę, zaraz krzyknę.
Powoli strach zaczął opuszczać moje ciało. Zastąpiła go adrenalina. Wiedziałam, ze jeżeli tu zostanę, na pewno nie odnajdę mamy. Mgła powoli zaczęła opuszczać to miejsce. Ucieszyłam się. W jakimś sensie to na pewno pomoże. Stanęłam w miejscu, by zastanowić się, gdzie mogła pójść.
Wtem para wodna opuściła na amen Heath. Bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam stojącą na środku ulicy małą dziewczynę, która patrzyła wprost... Na mnie! Przyjrzałam się jej uważnie. Długie do pasa, czarne włosy. Biała, przybrudzona koszula nocna. Była bardzo malutka, wyglądała na zaledwie cztery latka! Patrzyłam na nią zahipnotyzowana.
-Jesteś tu nowa.- Powiedziała dziewczynka swoim dziecinnym głosikiem, który pomimo barwy brzmiał dość dorośle. Widocznie w takim miejscu jak to wszyscy się dobrze znają.- Co tutaj robisz?- Na gładkiej twarzy małej pojawił się grymas.- Nie powinnaś tu być! On cię tu sprowadził, prawda?
Może i była malutka, ale ta sytuacja zaczęła mnie przerażać. O co jej mogło chodzić? Mamo! Ja chcę do mamy!
-Stąd nie ma ucieczki.- Dodała smutnym głosikiem.- Ale ty jeszcze masz na to czas! Uciekaj stąd!
Zrobiłam na nią wielkie oczy? Ona jest nawiedzona? Ma dopiero cztery latka! I tak mądry ton głosu. Ale nie podobała mi się ta sytuacja. Coraz bardziej czułam się dziwnie. Nagle doszło do mnie, ze mała od początku patrzy tylko na mnie. Jeszcze ani razu nie spuściła ze mnie wzroku! Strach ponownie mnie opętał. Owiązał moje ręce i nogi nie pozwalając na żaden krok.
Mała westchnęła.
-Tam jest twoja mama!- Wskazała palcem w lewo, wciąż nie spuszczając mnie z oczu. Przechyliłam głowę, żeby sprawdzić, czy mówiła prawdę. Ujrzałam przerażone oczy matki.
-Oh! Tutaj jesteś! Wszędzie cię szukałam i nie mogłam znaleźć. Ale już jesteś. Nadal nie wiem gdzie jest nasz dom.
-A ja wiem, zaraz tam pójdziemy, ale najpierw odprowadźmy tę małą dziewczynę do rodziców.- Zakomunikowałam.
-Ale tu nie ma żadnej dziewczynki.- Powiedziała zmieszanym głosem mama.
Spojrzałam na środek ulicy. Nikogo tam nie było.
sobota, 26 kwietnia 2014
Prolog
Nie czytaj tego! Nie warto. Może jesteś kolejnym poszukiwaczem zjawisk paranormalnych? To coś dla Ciebie. Ale proszę, nie czytaj tego! Zaczną się dziać dziwne rzeczy, jeśli zaraz nie zamkniesz tego linku.
A więc wciąż tu jesteś? Nie do wiary! No dobra. Ale jak coś się stanie, to pamiętaj- ostrzegałam! Sama opisuję tą historię, bo muszę. Dla mnie to żadna przyjemność.
Opowiem historię o przerażającym miejscu. Pamiętaj, że bez względu na wszystko nie szukaj tego miejsca na mapie. Wiele osób przypłaciło to już życiem. Nie chcę, byś tam się udał i był następny. Z resztą wszystko mi jedno. Twoje życie, twoja sprawa. Tylko nie miej potem do mnie pretensji.
No więc po kolei. To się działo w Heath. Nie powiem dokładnie na jakim kontynencie. Lepiej, żebyś tego nie wiedział.
Wszystko zaczęło się od niepozornego wywoływania duchów. Niestety, w nieprawidłowym miejscu w nieodpowiednim czasie. Ale o tym później.
Nawet nie wyobrażasz sobie, jakie odniosło to szkody. Bezmyślni nastolatkowie chcieli przywołać duchy, a sprowadzili coś o wiele gorszego. Nie wiem, jak się nazywa. Nie chciało się przedstawić. Sądzi, że anonimowość dodaje mu grozy. Nie chciałam dyskutować na ten temat. Nie lubię naszych rozmów. Ale sądzę, że Ciebie również to nie ominie. Na początku zawsze są tylko rozmowy. Rozmawia z każdym, kto choćby postawił nogę w tym cholernym mieście i każdego, kto o tym wie.
A nie mówiłam: "NIE CZYTAJ"? cóż... teraz już jest za późno. Przeczytaj tą historię do końca, żeby wiedzieć co MU powiedzieć, gdy spotka to i Ciebie.
Boisz się? ON lubi twój strach.
ON. Czego chce? Przerażenia, cierpienia, ofiar i innych okropnych rzeczy. Swojego czasu buntowałam się MU, ale to się źle skończyło. Nie radzę Ci tego robić.
Mam na imię Meg. Opowiem Ci moją historię.
Nim przejdę do opowieści, musisz o czymś wiedzieć. ON zawsze stoi obok mnie. Patrzy na każde słowo, które piszę. Właśnie powiedział mi na ucho, że chce Ciebie...
A więc wciąż tu jesteś? Nie do wiary! No dobra. Ale jak coś się stanie, to pamiętaj- ostrzegałam! Sama opisuję tą historię, bo muszę. Dla mnie to żadna przyjemność.
Opowiem historię o przerażającym miejscu. Pamiętaj, że bez względu na wszystko nie szukaj tego miejsca na mapie. Wiele osób przypłaciło to już życiem. Nie chcę, byś tam się udał i był następny. Z resztą wszystko mi jedno. Twoje życie, twoja sprawa. Tylko nie miej potem do mnie pretensji.
No więc po kolei. To się działo w Heath. Nie powiem dokładnie na jakim kontynencie. Lepiej, żebyś tego nie wiedział.
Wszystko zaczęło się od niepozornego wywoływania duchów. Niestety, w nieprawidłowym miejscu w nieodpowiednim czasie. Ale o tym później.
Nawet nie wyobrażasz sobie, jakie odniosło to szkody. Bezmyślni nastolatkowie chcieli przywołać duchy, a sprowadzili coś o wiele gorszego. Nie wiem, jak się nazywa. Nie chciało się przedstawić. Sądzi, że anonimowość dodaje mu grozy. Nie chciałam dyskutować na ten temat. Nie lubię naszych rozmów. Ale sądzę, że Ciebie również to nie ominie. Na początku zawsze są tylko rozmowy. Rozmawia z każdym, kto choćby postawił nogę w tym cholernym mieście i każdego, kto o tym wie.
A nie mówiłam: "NIE CZYTAJ"? cóż... teraz już jest za późno. Przeczytaj tą historię do końca, żeby wiedzieć co MU powiedzieć, gdy spotka to i Ciebie.
Boisz się? ON lubi twój strach.
ON. Czego chce? Przerażenia, cierpienia, ofiar i innych okropnych rzeczy. Swojego czasu buntowałam się MU, ale to się źle skończyło. Nie radzę Ci tego robić.
Mam na imię Meg. Opowiem Ci moją historię.
Nim przejdę do opowieści, musisz o czymś wiedzieć. ON zawsze stoi obok mnie. Patrzy na każde słowo, które piszę. Właśnie powiedział mi na ucho, że chce Ciebie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)