Kiedy znalazłam z mamą nasz dom, byłam okropnie zawiedziona. Wszystkie budynki były bardzo zaniedbane. Jednak sam widok naszej rudery mówił, ze od dawna nikt tam nie mieszkał. Po raz pierwszy zatęskniłam za moim dawnym domem. Do tego nawet się nie chciało wchodzić.
Całe podwórko zarośnięte było wszelkimi rodzajami chwastów. Zaczęłam oceniać, którą trasę wybrać, żeby poparzyło mnie jak najmniej pokrzyw. Patrząc na rozwalony dach, na którym brakowało wielu dachówek, modliłam się, żeby pomimo niedawnej ulewy, w domu było sucho.
Przechodząc między roślinami sięgającym mi do pleców, błagałam Boga, żeby ta udręka skończyła się jak najprędzej. Żałowałam moich krótkich spodenek, które założyłam oczekując słonecznej pogody. Teraz szczypały mnie nogi, czułam, że mam je poparzone. Niemiłosierny ból czułam również na rękach od palców aż po łokcie od odgarniania sobie przejścia. Nie musiałam sprawdzać, żeby wiedzieć, że moje kończyny są całe pokryte w bąblach.
Kiedy doszłam wreszcie na werandę, poruszałam się bardzo ostrożnie. Bałam się, ze ta stara drewniana konstrukcja zawali się pod choćby najmniejszym nieostrożnym ruchem. Deski skrzypiały po każdym moim kroku. Zachciało mi się płakać. Gdybym wtedy nie zawaliła pewnych spraw, nie musiałabym teraz przechodzić katuszy. Na nic lepszego nie było nas stać. Kiedy mama pospłacała długi pieniędzmi, które dostałyśmy za sprzedany dom, zostało niewiele. Tylko na to było nas stać. W głębi duszy miałam nadzieję, ze zostało chociaż trochę na zrobienie małego remontu.
Słyszałam za sobą pojękiwania mojej mamy. Ona jeszcze nie przeszła toru z pokrzywami. Biedna, musiała się tu czuć o wiele gorzej niż ja. Cóż. Nikogo życie nie rozpieszcza.
Sięgnęłam delikatnie klamki. Jak najostrożniej nacisnęłam ją, lecz drzwi nie ustąpiły. Mama pewnie miała klucz. Spojrzałam na moje obolałe ręce i nogi. Od razu wiedziałam, że nie chcę drugi raz wracać do samochodu po bagaże przez te okropne chwasty. Patrząc na tę ruderę wiedziałam, że nie mogę liczyć na kosiarkę. Dom ten wyglądał, jakby został wybudowany w co najwyżej tysiąc osiemsetnym roku. Czy mogło by tu być jakiekolwiek urządzenie elektroniczne? Z resztą przekonam się potem.
Mama wreszcie doszła do mnie na werandę. Stąpała powolutku, jak gdyby miała tą samą obawę co ja wcześniej. Wsunęła klucz do dziurki i przekręciła. Jednak nie dała rady sama otworzyć drzwi. Były bardzo ciężkie. Ustąpiły, kiedy pchnęłyśmy je razem z całych sił. Trzeba będzie je naoliwić. Z każdą chwilą coraz bardziej zniechęcałam się do tego okropnego miejsca. Mam nadzieję, że znajdę chociaż jakąś przyjaciółkę, żeby mi przymiliła mieszkanie w Heath.
Weszłyśmy do nowego/ starego (odpowiednie wybrać), nadpróchniałego domu. Wezbrało mi się na wymioty. Czułam smród, jakby jakiejś padliny. Niczym cmentarzysko zwierząt. Miałam wrażenie, jakby kiedyś zdechł tu pies. Mój nos z każdą sekundą buntował się coraz bardziej. Nawet przez rękaw czuć było ten okropny odór. Z każdym krokiem w głąb budynku był coraz bardziej wyczuwalny. Dobrze, że dawno nic nie jadłam, bo przypuszczalnie już bym to zwymiotowała.
Trudno opisać to, co zobaczyłam w środku. Ściany, sufit, podłogi, meble, dosłownie wszystko zostało wykonane z drewna. A to drewno zaczęło się już psuć. Obrzydzenie zebrało się we mnie gwałtownie. Ja mam tu mieszkać? Ja!? Chcę już wrócić do domu. Tego starego domu. Nawet nie chcę wiedzieć, jak wygląda mój pokój. Jednego jestem pewna. Chociażbym się bardzo starała, tego się nie da remontować. Jakiś amator pewnie to budował. Nawet podłoga jest krzywa. Stopnie są albo dziurawe, albo nie ma ich wcale. Naszła mnie myśl, ze już wolę spać w lesie, niż w tym ohydnym domu. I postanowiłam zrealizować tę myśl.
-Mamo! Za jakie grzechy? Czemu tutaj!? Ja tu nie będę mieszkać!- Zbuntowałam się. Nagle przestało mnie wszystko obchodzić. Nasze problemy, brak finansów na lepszy dom, czy nawet choroba. Liczyło się to, jak bardzo mnie teraz pokrzywdziła. Nie mam zamiaru tu mieszkać.
-Trzeba było pomyśleć zanim tak narozrabiałaś! Przeprowadziłyśmy się tutaj głównie z twojego powodu! teraz będziesz musiała to przecierpieć!
-Moja wina? Moja wina!? A kto rozwiódł się z tatą i nie mógł o nim zapomnieć? Kto mu nie dał szansy po przyłapaniu go na zdradzie?- Nie wiem, co mnie opętało. Ale nie mogę już dużej tego w sobie trzymać. Muszę to w końcu z siebie wyrzucić. Mama rozpłakała się. Poczułam się jak potwór.
-Lepiej pomyśl o swoich błędach! Przecież ja nie kazałam ci tamtych rzeczy robić! Ty zachowałaś się jak nieczuła suka!- Pierwszy raz usłyszałam to słowo z jej ust opisujące mnie. Jak mogła!?
-Przepraszam, ze żyję. Więcej to się nie powtórzy.- Rzuciłam i wybiegłam z domu. Miałam gdzieś, że pędzę wśród pokrzyw, miałam gdzieś, że pieką mnie nogi i ręce, miałam gdzieś, że matka błagała, żebym zawróciła. Mówiła, że nawet nie znam okolicy. Ale ona wie, że tej nocy nie wrócę. Nie uciekam pierwszy raz. Ale po raz pierwszy nie mam do kogo iść. Cóż, nie mam zamiaru tu wracać, nie dziś. Coś poradzę.
Biegłam przed siebie, a w oczach miałam łzy. Jak ona mogła? Wiem, zrobiłam głupotę. Ale starałam się ją naprawić. A moja własna, rodzona matka nazwała mnie suką. Rozpadał się deszcz. Gdzie spędzę tą noc? Muszę coś znaleźć. Nie pójdę przecież do sąsiadów, bo nie chcę, aby tak zaczęła się nasza znajomość. Znajdę jakieś miejsce. Ale pada! Hm... w miarę sucho będzie pod drzewem. Muszę znaleźć las. Tak, tę noc zdecydowanie spędzę w lesie.
Biegłam przed siebie. W końcu opadłam z sił i po prostu szłam. Deszcz rozszalał się jeszcze bardziej. Mama się pewnie martwi. I dobrze! Mam nadzieję, ze się martwi. Przemyśli swoje słowa i czyny. Dobrze jej tak. Ale... Jestem okropną córką. Jak mogłam!? To ja zaczęłam ta rozmowę. po moich policzkach łzy zaczęły mieszać się z kroplami deszczu. Zziębnięta, głodna, zmęczona i przemoczona do suchej nitki znalazłam w końcu las.
Liściaste drzewa. W zasadzie, to ogromne dęby. Zasłaniały swoimi konarami całe niebo. Więc pod nimi było sucho. Jednak gdy usiadłam pod jednym drzewem, dotarło do mnie, że bardzo mało światła tu dochodzi. Wszystko pochłaniają liście. Ale już nie miałam siły, żeby szukać innego miejsca. Było mi okropnie zimno.
-Czemu tu leżysz!?- Usłyszałam za sobą cieniutki i piskliwy głosik. Wystraszona obróciłam się. To ta dziewczynka! Mała, na oko pięć lat, czarne, długie włosy, biała sukienka.
-Uciekłam z domu. Zaraz, zaraz, co TY tu robisz?! Śledzisz mnie?- Zapytałam. Wszystko mieszało mi się w głowie.
-Ja... ja jestem wszędzie i nigdzie.- Ta mała używała mądrych słów jak na swój wiek. Bardzo mnie to zdziwiło, ale nie potrafiłam jej zrozumieć.
-Ale jak? Jak tak można? Nie rozumiem... W ogóle ile ty masz lat? Pięć? Ja tu zostanę, a ty idź do domu, bo pewnie twoja mama się o ciebie martwi...- Od razu pożałowałam swoich słów. Jakaś malutka dziewczynka po raz drugi w tym samym dniu na mnie wpadła, nic o niej nie wiem. Mówi, że jest wszędzie i nigdzie, pada deszcz, a ona jest sucha. Pałęta się po okolicy, nawet nie wiem, czy jej rodzice żyją. Zaraz, zaraz... Przecież ja w ogóle nie wiem, czy ona żyje! Wygląda jak... duch!
-Pytasz mnie o wiek? Już setka dochodzi. ON sprawił, że utkwiłam na zawsze w ciele małej dziewczynki. w zasadzie nie, tego nie można nazwać ciałem.
Teraz nie rozumiem już nic. Jej odpowiedz zbiła mnie z tropu.
-Kim jest ten tajemniczy ON i gdzie on jest?- Zapytałam zdezorientowana. Czy ona ma sto lat? Byłam bardzo zdumiona.
-Jeszcze GO nie znasz?- Zdziwiła się mała.- Ah, no tak, to logiczne. Jest deszcz, a on musi unikać deszczu. Dostałam olśnienia! To nie ON cię tu przysłał! ON się ciebie boi. Widocznie musiał cię ktoś tu wysłać z góry! Nareszcie przyszło wybawienie!- Cieszyła się dziewczynka. Strasznie mieszała już nie rozumiałam, o co jej chodzi.
-Hej! Przystopuj trochę! Może mi wytłumaczysz, co tu się dzieje?- Zdenerwowałam się trochę. Miałam już dosyć tej niewiedzy. Dziewczynka popatrzyła na mnie trochę zezłoszczona.
-No ale jak to możesz nie wiedzieć?! Eh, no dobrze. Nie czułaś się kiedyś... Lepsza? Lepsza od innych?- Zapytała patrząc na mnie wnikliwym wzrokiem. Ja szczerze nigdy nie czułam się lepsza, a wręcz gorsza. Jak jakiś wyrzutek. Byłam ofiarą losu. Raz udało mi się zdobyć przyjaciółkę. Szczęście mi dopisywało, miałam nawet chłopaka. A potem wszystko zepsułam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Czułam się jeszcze gorsza. Najlepsza czułam się tylko momentami. Tylko na basenie. Zaraz, najlepsza jestem w kontakcie z wodą! Najlepiej robię wszystko, co jest z nią związane. zaczyna mi coś świtać.
-Ja czułam się najlepsza tylko wtedy, gdy wygrywałam wyścigi w wodzie.- To było bardzo dziwne uczucie, że musiałam komuś dawać fory, aby mógł ze mną wygrać. Szczególnie mojemu tacie, który i tak był szybki.
-No właśnie! Widzisz, panujesz nad wodą. Może nie próbowałaś, ale mogłabyś oddychać pod wodą. Możesz wiele. Ale ON też wiele potrafi. Jego jedyny słaby punkt to nietolerancja na wodę. On od niej umiera. Ponieważ woda jest dobra, woda daje życie. Ale on jest zły, on zabiera dobrą wolę, pastwi się i karmi naszą niedolą. Tylko ty możesz go powstrzymać. Ale to miejsce ci w tym nie pomoże. Tutaj pada tylko jeden miesiąc. Potem nadchodzi okres suszy, czas, w którym o wodzie można pomarzyć. Czas, w którym ON powraca, aby znów żywić się naszym strachem, naszymi duszami. a ty ciesz się wodą póki jest i zbieraj siły. Zapanuj nad cieczą. musisz z nim wygrać. Jesteś jedyną nadzieją mieszkańców Heath. Uciekaj stąd przed NIM, albo podejmij walkę.
Wszystko jest takie pomieszane! Ja już nic nie rozumiem... Zaczęła mnie boleć głowa, więc złapałam ją w dłonie. Przetarłam moje zmęczone oczy, a gdy je otwarłam, jej już nie było. Zaczęłam się wszędzie się rozglądać. Potwierdziłam swoje przypuszczenia. Dziewczynki tu nie ma. Ona mi się tylko przyśniła. Znużona usnęłam ponownie utulona delikatnymi kroplami deszczu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz